Poprzednie wpisy były o muzeach i nie wyczerpały tematu, ale w tym tekście zajmę się czymś bardziej przyziemnym. Otóż, pora na zakupy, czyli nieodłączną część bycia turystą. Czy jesteśmy wielbicielami prostych pamiątek i kolekcjonerami magnesów, czy też wysublimowanymi zbieraczami przyrządów do kaligrafii, Japonia ma to wszystko i o wiele więcej.
W Japonii mile widziane jest płacenie gotówką. Ze względu na różnice w kursie, lepiej przyjechać z już w Polsce wymienionymi pieniędzmi. Na miejscu można wprawdzie płacić kartą, ale bankomatów jest mniej niż np. w Warszawie. Najlepszy kurs wymiany jest w bankomatach dostępnych w sieci sklepów 7eleven. Odradzam używania kart złotówkowych, bo przewalutowanie dobije nas nie tylko mentalnie. Dobrze sprawdza się Revolut – warto założyć tam konto wcześniej i zamówić sobie kartę do domu. Procedura trwa kilka tygodni, więc należy rozpocząć ją minimum na miesiąc przez wyjazdem do Japonii.
To niesamowite, jak wiele rzeczy jest tam podane w atrakcyjny sposób. Nie ma, że coś jest tylko do jedzenia zupy. Albo tylko do pakowania. Granica między praktyczną funkcją narzędzia a jego estetycznym wyglądem jest zatarta. Podobnie jak granica między ślicznymi rekwizytami do dziecięcego pokoju i uroczymi, „kawaii”, ozdobami do domu. Widziałam długą kolejkę ubranych w firmowe uniformy dorosłych stojących po pluszaki z hiper-popularnej mangi Chikawa. Wątpię, by bodaj połowa z nich kupowała te zabawki dla swoich dzieci.

Mnie samą kusiło, by przywieźć do domu maskotkę Pikachu w tradycyjnym kiotyjskim stroju maiko, czyli uczennicy gejszy. Chęć ową potęgował fakt, że można ją było kupić tylko w oficjalnym sklepie Pokémon w Kioto. Z kolei moja córka dzięki warszawskiemu oddziałowi Uniqlo poznała serię Sumikko Gurashi. Grupa uroczych, poduszkopodobnych zwierzaków znana jej była tylko z nadruków na koszulkach, ale w Japonii są całe sklepy poświęcone tylko im, pełne najprzeróżniejszych gadżetów, ubrań, papeterii i, oczywiście, maskotek. Jeden z najładniejszych to dwupiętrowy Sumikkogurashido w Kioto, w pięknej dzielnicy Higashiyama. Inny znajduje się niedaleko świątyni Ginkaku-ji, również w Kioto.
Co jakiś czas w szeregu sklepików przeplatanych knajpami trafia się salon wypełniony po brzegi automatami z figurkami, brelokami i innymi gadżetami, zwany gachapon. Osoby łatwo wpadające w manię kolekcjonowania są na z góry straconej pozycji, bo to taki odpowiednik kinder niespodzianki, ale na większą skalę. Mi udało się oprzeć pokusie. Jednak moja córka spędzała tam całe godziny (i podejrzewam że z tego samego powodu upierała się, byśmy jedli w sieci restauracji zwanej Kura, której mam zamiar poświęcić osobny wpis).
Każdy automat nawiązuje do znanej serii anime lub mangi albo po prostu jest jakoś tematycznie opracowany. Niektóre zawierają maleńkie figurki kotków, inne zestawy gumek z postaciami ze Spy x Family. Haczyk polega na losowości, bo wprawdzie przez ścianki automatów widać kule z zawartością, ale nie mamy wpływu na to, jaka nam się trafi. Obok automatów w koszach zalegają plastikowe kule, do których co i rusz ktoś wrzuca puste opakowanie. I znowuż: klientami wcale nie są dzieciaki. Nawet nie same nastolatki.

Oddzielną kategorię przedmiotów zbytku stanowią wszelkie rzeczy związane z grami wideo, mangą i anime, ale o tych będziecie mogli przeczytać w osobnym wpisie. Nawet jeśli nie należycie do grona miłośników Pokémonów czy Evangeliona, to musicie być albo niezwykle odporni psychicznie, albo totalnie spłukani, by oprzeć się pokusie kupna chociaż jednego z tych ślicznych przedmiotów. Co gorsza, sklepy prześcigają się w ofercie limitowanych edycji, dostępnych np. tylko w tym jednym miejscu albo związanych z konkretnym świętem czy porą roku. I nie mam na myśli wyłącznie samych pluszaków.
Japonia ma doskonały wybór papeterii. W Polsce przedstawiciele ginącego gatunku piszących ręcznie ludzi dawno poznali się na jakości marki Midori albo Traveller’s Factory (która to firma należy do tej pierwszej). Są to notesy, zeszyty i przyrządy do pisania, z niewielką liczbą detali, ale jakościowo niezwykle wycyzelowane. Prosty notes wielkości paszportu, który dostałam na urodziny, jest po prostu perfekcyjny – idealnie mieści się w dłoni, skóra okładki jest wytrzymała, przyjemna w dotyku, a płócienne wsady są bardzo praktyczne. Jak możecie się domyślać, ceny tych rzeczy są w Polsce wysokie.

Za to w Japonii, w centrum handlowym ShinPuhKan w Kioto po prostu nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. Za to gotówka szybciutko sobie z mojego portfela wywędrowała. Sklep jest duży, a jego asortyment przebija wszystko, co można kupić w Polsce czy nawet na stronie producenta. Co więcej, można poprosić o wygrawerowanie krótkiej dedykacji na długopisie lub ołówku, co jest doskonałą pamiątką albo prezentem. Drugi dobrze zaopatrzony sklep Traveller’s Factory znajduje się w podziemiach Tokyo Station. Jest maleńki, ale zastawiony dobrem po sam sufit, ma również stolik z okolicznościowymi pieczątkami (bo w Japonii zbieranie pieczątek to jest sama przyjemność).

Ważnym aspektem robienia zakupów w Japonii jest umowa międzynarodowa, zgodnie z którą obcokrajowcy mogą kupować towary bez naliczonego podatku, czyli tax free. Oczywiście wiąże się to z pewnymi ograniczeniami. Po pierwsze, minimalna cena to 5500 jenów (ale za całość zakupów, a nie pojedynczej rzeczy). Po drugie, musimy posiadać paszport. Kosmetyki i jedzenie (consumables) kupione z odliczeniem podatku nie mogą zostać spożyte przed opuszczeniem Japonii. Zostaną zafoliowane i w takiej postaci należy je wywieźć. Podczas naszej wizyty kolekcjonowaliśmy paragony, wszelkie kwitki, a zakupy poleciały z nami w osobnej walizce w bagażu podręcznym. Na lotnisku okazało się jednak, że trochę przesadziliśmy, bo nikt nie chciał tych rzeczy sprawdzać(a tak ładnie złożyłam koszulki w kosteczkę, aż żal). Przed przekroczeniem bramek zeskanowaliśmy swoje paszporty w osobnym terminalu oznaczonym jako „For tax free customers” i… tyle!
Sama procedura odzyskiwania podatku w sklepach jest niezwykle prosta – przed uiszczeniem zapłaty przy kasie wystarczy zgłosić obsłudze, że jest się spoza Japonii. Niektóre sklepy mają osobne kasy do tego typu procedury, tak było np. Uniqlo. Bywa że ekspedienci sami pytają, czy chcemy dokonać zakupu bez podatku.

Oczywiście, Midori czy Traveller’s Factory to niejedyne brandy, na które warto zwrócić uwagę podczas pobytu w Japonii. Najlepszym wyjściem dla wielbicieli papeterii jest zarezerwowanie dnia na wizytę w którymś z sklepów oferujących artykuły do biura i szkoły. Jednym z takim pełnych bogactwa miejsc jest ośmiopiętrowy sklep Itoya w Ginzie. Jego piętra są wąskie, ale pełne starannie wyselekcjonowanych rzeczy, od pieczątek poprzez taśmy washi (Japończycy tak je lubią, że można je kupić nawet w muzeach, np. na zamku Nijō w Kioto) a na długopisach i ołówkach skończywszy. Znaleźć tam można marki nie tylko japońskie, ale też zachodnie.